Strona Główna | Artykuły | Galeria | OC Guide | Wszystko o...
Login: Hasło:
Menu
Czujnik przep�ywu cieczy w uk�adzie WC

Czujnik przepływu cieczy w układzie WC

Wyjaśnienie: od ponad roku nie pojawił się na łamach "Dzikie.net"felieton lub artykuł podpisany moją ksywą. Uznałem, że Czytelnikom należy się kilka (?) słów informacji co było (i jest) tego przyczyną.

Nie wszyscy Czytelnicy wiedzą, że byłem ponad 3 miesiące na L4 i przeszedłem poważną operację. Teoretycznie jestem zdrowy. Czy potwierdzi to praktyka - rozstrzygnie czas. Tego typu przejścia, zwłaszcza jeżeli już przekroczyło się smugę cienia (60), wywierają silny wpływ na ludzi. Skłaniają do refleksji, przemyśleń oraz weryfikacji pryncypiów. Życie dość brutalnie i niespodziewanie uświadomiło mi, że mam jeszcze parę o wiele ważniejszych do zrobienia spraw, niż pisanie felietonów i artykułów dla swojej i cudzej przyjemności. Całkiem zwyczajnie nie mam teraz na to czasu i ochoty. Nic nie trwa wiecznie i kiedyś trzeba powiedzieć - dosyć.

Obecnie, jak uzgodniłem z nowym Naczelnym, czasem jedynie skrobnę newsa lub komentarz, podrzucę jakiś niebanalny pomysł (chociaż te już zgłoszone i tak nie są realizowane), w miarę wiedzy podpowiem w sprawach technicznych, zrobię tłumaczenie z francuskiego, lub skoryguję gramatykę i ortografię (niestety, niestety!) w tekstach popełnionych przez redakcyjnych kolegów. Jednak już nie będę publikował obszerniejszych tekstów własnego autorstwa. Wyszukiwanie tematów i materiałów zabiera zbyt wiele czasu, którego i tak mi brakuje. Symboliczne wynagrodzenie za twórczość również nie było czynnikiem zbytnio motywującym. Ale to nie jego wysokość miała wpływ na moją decyzję o zaprzestaniu publikowania. Chyba nikt będący przy zdrowych zmysłach nie przypuszcza, że pisałem wyłącznie dla pieniędzy? Przecież byłoby ich za mało nawet na kieszonkowe dla nastolatka. Jak zwykle - chodzi o zasadę, a nie kilka złotych mniej czy więcej.

Jaką zasadę? Po wprowadzeniu nowego regulaminu wynagradzania autorów nie widziałem powodu aby zbierać materiały ilustracyjne do felietonów za friko. Obecnie premiowane są jedynie własnoręcznie wykonane fotografie. Nie kupię sobie cyfrówki za kilkaset złotych aby sprostać regulaminowym wymaganiom. Tym bardziej, że fotografia nie jest moją pasją. Bo niby co miałbym fotografować?! Ekran monitora z potrzebną do ilustracji felietonu grafiką?!

Nie mam pretensji o preferowanie fotografii w felietonach i recenzjach, bo przecież są one potrzebne. Ale tak samo potrzebne są różne grafiki. Natomiast opowieści o prawach autorskich do grafik publikowanych w sieci przez firmy, lub zamieszczane w różnych artykułach, z których czerpałem informacje, wkładam między bajki. Każdorazowo uzyskiwałem zgodę na publikowanie materiału, z którego obszerniej korzystałem. Czasami uzyskiwałem pozwolenie z zastrzeżeniem - na publikację fotki "X" nie wyrażam zgody. I to respektowałem! Lecz ogólnie dostępny jakiś wykres, statystyka, schemat blokowy lub plansza - wolne żarty! To dość swoiste podejście do sprawy - opublikować można, ale nie zapłacimy za stracony na wyszukiwanie materiału czas, bo nie masz praw autorskich do grafiki. Powiem szczerze - nie lubię jak się ze mnie robi idiotę. A może P.T. Czytelnicy znają kogoś, co to lubi?! Jakoś w to wątpię.

Szanownym Kolegom chyba coś się lekko po....ło! Tu pozostawiam decyzję Czytelnikowi. Proszę, według uznania, wstawić dowolny wyraz, który spełnia kryteria początkowych i końcowych liter. Najśmieszniejsze w tym jest, że mówimy o kwotach rzędu kilku złotych! Nawiasem mówiąc, problem ten do tej pory nie jest rozwiązany. Złośliwie dodam, że nie musi, bo nikt nie pisze artykułów z wykorzystaniem "cudzych" grafik. Pewnie bez powodu? Cóż - albo nie potrafi, albo nie chce częściowo robić za friko. W tym artykule jest kilka "obcych" grafik - trudno, moja strata! Ale przecież żyjemy w wolnym kraju. Każda decyzja niesie skutki. Nie ukrywam - wściekłem się. Po jakimś czasie może bym "odpuścił", lecz doszły sprawy z moim zdrowiem i to w aspekcie znacznie szerszym niż wspomniana już operacja. Jak mówią - starość nie radość, młodość nie wieczność... Jednak czarę goryczy przepełnił (uzasadniony - z mojego punktu widzenia) brak wiary w dynamiczny rozwój serwisu. Przez ostatnie dwa lata miało się dziać wiele rzeczy, ale niestety - wyszło jak zawsze. Z niejednym tematem i nie pierwszy już raz. Nie będę wymieniał. Po co? Zainteresowani dobrze wiedzą. Przyczyn takiego stanu rzeczy jest kilka i przy obecnym modelu funkcjonowania serwisu "Dzikie.net" pozostaną one bez zmian. I chyba nikt nie powie, że Pepe nie wykazał zaangażowania i nie poświęcił mnóstwa czasu w rozwój serwisu. Z całym szacunkiem i sympatią dla mkk270 - nowego Naczelnego - pewnie sporo usprawnisz (czego Ci życzę) i wprowadzisz trochę nowości, jednak amatorstwa (nie mam zamiaru nikogo urazić) z profesjonalizmem nie da się pogodzić. Sukcesy osiągnięte przez związanych z serwisem pasjonatów overclockingu, stanowią miły akcent, godny pochwały i podziwu, ale nie są w stanie zmienić obrazu całości. Swoistym kuriozum jest PTSC, która wreszcie (2 lata od pomysłu!) ujrzała światło dzienne, chociaż jej dalszy rozwój można skwitować dwoma słowami - totalna indolencja. Najgorsze, że wcale nie wynika to z czyjejkolwiek złej woli, lecz przyjętego systemu załatwiania spraw. Nadmiar demokracji jest szkodliwy. Project menager + pomysłodawca + kasa = prototyp w 4 miesiące. No, może w góra pół roku. Przynajmniej tak to działa w firmach prywatnych. Można też powybrzydzać na brak służbowej platformy do testowania sprzętu, dotrzymywanie terminów, zasoby finansowe i czas reakcji na pomysły redaktorów. Tylko co to zmieni? Serwisowi i bez tych problemów byłoby daleko do pierwszej ligi. A więc może, po prostu, ma być tak jak jest? Nawet domyślam się dlaczego i nie dziwi mnie to. Mówiąc szczerze, bardzo bym chciał tym razem się mylić. Ale na dzisiaj, ponieważ rozziew pomiędzy realiami i moimi oczekiwaniami jest zbyt duży, nie mogłem podjąć innej decyzji, jak zaprzestanie publikacji autorskich. C’est la vie... Niestety - chwilowo nic nie zapowiada poprawy sytuacji. Nawet członkowie Redakcji nie wywiązują się z przyjętych na siebie zobowiązań, co kiepsko wróży na przyszłość. Prawda jest brutalna, ale nikt z Redaktorów nie chce tego powiedzieć wprost. Skoro wywlekam różne sprawy kuchenne to powiem, że czas zaangażowanych hobbystów już minął. Liczy się kasa. Kto powie, że nie - zwyczajnie kłamie. Sława i chwała to jedno, a życie to drugie. Te pierwsze nie trwają zbyt długo i pozostaje tylko monotonia codziennych obowiązków. Bez motywacji zapał szybko gaśnie. Ostatnio nawet samego Naczelnego szarpią ambiwalentne uczucia. Trzeba więc zadać to samo pytanie, jakie padło w jednym z moich felietonów dotyczących przyszłości IT. Czyli: quo vadis, Dzikie? IMHO - jak zwykle są trzy możliwości: równia pochyła, z kątem spadku proporcjonalnym do stopnia zobojętnienia i wypalania się resztek chęci działania Redakcji, pełna komercjalizacja lub jakaś trzecia droga. Nie wiem jaka, ale życie czasami potrafi zaskoczyć czymś nowym i trudnym do przewidzenia. Lecz nie ja będę o tym decydował lub udzielał rad. Przecież portal ma właściciela, który chyba widzi co się dzieje lub przynajmniej powinien widzieć! A może nie chce widzieć, bo pasuje mu aktualny układ? Jednak coś z tym będzie musiał zrobić, bo nie da się dwa razy wejść do tej samej rzeki. Co zrobi? Nie wiem, ale sparafrazuję słowa kardynała Richelieu: uczyni to, co uczyni, a wszystko dla dobra serwisu. Byli Redaktorzy - lepsi lub gorsi, mniej lub bardziej zniechęceni do pracy, bez "Dzikie.net" niewątpliwie przeżyją. Jednak ta zależność nie działa w drugą stronę. Bez zaangażowanej w działanie Redakcji, "Dzikie.net" długo nie pożyje. Ale to już nie mój koń, nie mój wóz i nie moje siano...

Nie chcę jednak zostawić po sobie wrażenia obrażonego na serwis i świat redaktora, który zaprzestał publikować, bo mu Redakcja nie chciała wypłacić kilku PLN za jakieś ściągnięte z sieci tabelki, schematy blokowe lub wykresy. Prawda jest zupełnie inna. Praca dla serwisu dała mi sporo satysfakcji i autentycznej przyjemności, a reakcje Czytelników na napisane artykuły tylko to uczucie pogłębiały. Tego nie da się kupić, na to można tylko zapracować. Nawiązane znajomości i zawarte przyjaźnie też są rzeczą bezcenną. W co, mam nadzieję, nikt nie wątpi. Pisałem, bo wierzyłem w ewolucję serwisu i związane z nią możliwości. Niestety, wiara ta okazała się nieco na wyrost. Cóż, było - minęło. Natura nie znosi próżni. Dlatego mam nadzieję, że "Dzikie.net" przebrnie przez kryzys i przezwycięży problemy. Wtedy, lepiej lub gorzej, będą pisać inni! Recenzji, artykułów, sprawozdań nie zabraknie. A jeżeli czasami ktoś wspomni, że to co kiedyś pisał URAN miało zupełnie inny styl i formę, to będzie to dla mnie jeszcze jeden dowód, że czas poświęcony na pisanie artykułów dla "Dzikie.net" nie był czasem straconym.

Ten artykuł, o pozornie nietypowej dla mnie tematyce, (mało kto wie, że kiedyś byłem całkiem niezły w elektroniczne klocki) jest ostatnim artykułem autorskim, który pojawia się z moim podpisem na łamach "Dzikiego". Jednocześnie jest on dowodem, że prawie zawsze można znaleźć sensowne rozwiązanie problemów technicznych i osobistych. Mam nadzieję, że zostanie oceniony przychylnie. Nie dlatego, że jest ostatni, ale dlatego, że porusza i rozwiązuje ważny, zwłaszcza dla stosujących WC, problem techniczny. Bezpieczeństwa nigdy za wiele.

URAN

8/8
  Poprzednia strona 
Nawigacja
Marians     10-02-2007, 20:21
Zabieram się do czytania :D
Marians     10-02-2007, 20:37
Artykuł ciekawy. Jednak szkoda, iż to ostatni Twojego autorstwa. Mimo, że do tej pory nie udzielałem się na "Dzikich" to zawsze czytałem je z entuzjazmem i zaciekawieniem. Często wywoływały u mnie różne refleksje. Cóż powiedzieć, kończy się pewna "era" w działalności serwisu. Tak jak wspomniałeś - we współczesnym świecie coraz bardziej liczą się pieniądze, ale do tego zdążyłem już przywyknąć. Świat się zmienia. A ludzie razem z nim.
Ponadto życzę ci zdrowia, gdyż tak jak wspomniałeś "starość nie radość".
Pozdrawiam serdecznie
Dumas     10-02-2007, 20:46
Ostatnia strona nieco zaskakuje po przeczytaniu całości ;).

Ale cóż, Fakt faktem , że Felietony Urana , były jednymi z najlepszych ( poza nielicznymi wyjątkami z recenzji) tekstów ukazujących się na łamach Dzikie.net

Śmiało przyznam że żaden inny serwis tego typu nie posiadał Felietonisty choćby zbliżonego do Urana.

Wielka szkoda że ich zabraknie :(

@ Uran - z jednym się nie zgodzę , jest jeszcze kilka miejsc prowadzonych przez hobbistów :), Prawda że czas czasem , hobby to hobby i nieraz to drugie spada na dalszy (a może bardzo daleki Plan) - jednak Parę sztuk "dinozaurów" którzy robią coś dla przyjemności , a profit jest dodatkiem uda się znaleźć.

Z pewnością wiele osób z chęcią powróci do twoich tekstów :) .
Pozostaje autorowi Życzyć dużo zdrowia , i jak najmniejszego kontaktu z polską służbą zdrowia :)
Pozdrawiam
Dumas     10-02-2007, 20:50
Jeszcze @ teksty D.N - Nie zamierzam nikogo urazić ani nic - po prostu wyraziłem swoją małą opinię ( żadnej wojny, bitwy ani nic z tych rzeczy)
Odi     10-02-2007, 21:31
Brawo URAN! Jak dla mnie to czujnik i jego wykonanie nie wchodzi w grę bo nie mam wc, ale kiedyś z pewnością wykorzystam twój patent :) Szkoda, że nie będziesz już pisał, ale rozumiem i szanuję twoją decyzje. Serwis się powoli stacza i niewątpliwie trzeba odświeżyć redakcję. Dlatego sam zacząłem pisać recenzje, bo nie chciałbym, po wpisaniu adresu dzikie.net, ujrzeć w oknie przeglądarki "Strony nie odnaleziono" :)
dareen     10-02-2007, 21:36
URAN - chociaż dawno nie gościłeś na dzikich i chociaż doskonale rozumiem powody, dla których odchodzisz - będzie mi brakowało Twojego stylu, trafnych uwag i ciętych (czasem :) ) komentarzy.
Życzę zrealizowania tego, co masz w planach, spokoju i radości z każdego dnia :)
A dzikim życzę, by znaleźli godnego następcę Urana...
alphaq     10-02-2007, 21:53
Bardzo fajny pimysl i pomyslec ze firmy na to nie wpadly
Cyborg     11-02-2007, 10:00
URAN - chociaż nie wiem, o co chodzi z tym ostatnim artykułem (jestem w szoku) - nie moja to sprawa a powodów mogę się domyślać, po przeczytaniu paru postów powyżej, to jednak bardzo dziękuję i życzę dużo zdrowia...Twoje artykuły zawsze trzymały bardzo wysoki poziom i miło wspominam ich lekturę. Jestem pełem uznania. And never say never again ;)
Aby dodawać komentarze musisz być zalogowany