Strona Główna | Artykuły | Galeria | OC Guide | Wszystko o...
Login: Hasło:
Menu
Czujnik przep�ywu cieczy w uk�adzie WC

Czujnik przepływu cieczy w układzie WC

UWAGA: Autor i Redakcja nie biorą jakiejkolwiek odpowiedzialności za skutki wywołane niestarannym lub niezgodnym z rysunkami, fotografiami i opisem wykonaniem urządzenia. Powyższe dotyczy również sytuacji, które mogą wyniknąć z braku rozwagi i ostrożności podczas pracy z elementami będącymi pod napięciem sieci 230(V~).

Od Redakcji

Urządzenie w całości wymyślił, wykonał i opisał URAN. Redaktor zaskoczył nas nie tylko tematem artykułu, ale również zaprojektowaniem i wykonaniem elektroniki! Rezultatem jego pracy jest urządzenie, które swoją prostotą wprowadza nową jakość do praktyki chłodzenia wodnego, rozwiązując jeden z istotnych problemów, na które napotykają użytkownicy. Czy czujnik znajdzie uznanie i stanie się powszechnym i standardowym wyposażeniem zestawu WC - pokaże czas.

Poza artykułem, kursywą, URAN przedstawia P.T. Czytelnikom pewne wyjaśnienie, którego lektura nie jest obowiązkowa, aczkolwiek zawarte w nim informacje są nieco bulwersujące. Jako jeden z redaktorów serwisu ma do tego prawo. Zapraszamy!

Motto : nie ma sytuacji bez wyjścia!

Wprowadzenie

Zbieżność skrótu oznaczającego chłodzenie wodne z nazwą pewnego pomieszczenia nieraz była przedmiotem różnych żartów. Jednak kończą się one w momencie gdy z naszego CPU i (lub) GPU unosi się dym. Co się stało?! To podstawowe pytanie, które zadaje sobie nieszczęsny posiadacz tak świetnie, jeszcze do niedawna, pracującego sprzętu. Z reguły nieźle podkręconego. Bo przecież głównie do tego celu używane jest WC. Oczywiście, przy okazji, mamy załatwiony problem nadmiernego hałasu. 2w1 - i o to chodzi! Tylko, że... no właśnie! Przyczyną nieszczęścia nie była nieszczelność układu i totalne zwarcie na płycie głównej - ta przypadłość obecnie praktycznie nie występuje. Współczesne układy chłodzenia wodnego są tak dopracowane, że przy starannym montażu przecieki z układu są niemożliwe. A więc dlaczego spalił się nam CPU i (lub) GPU?! Wyobraźmy sobie taką sytuację: włączamy komputer i jednocześnie układ chłodzenia. Można to łatwo zrealizować, używając tylko przycisku "Włącz-Wyłącz" naszej maszyny, co opisał NE 555 w swoim artykule pt. "Projekt Z1 - wznowienie". Kto ciekawy - znajdzie bez trudu. Wszystko jest w porządku do czasu gdy ciecz w układzie RZECZYWIŚCIE jest w ruchu. Ale może się zdarzyć (i nie są to wcale rzadkie przypadki), że uruchomimy maszynę bez działającego chłodzenia. Nawet mimo tego, że kontrolka sygnalizująca jego pracę będzie się świecić! Niemożliwe? Ależ możliwe - dioda elektroluminescencyjna sygnalizuje jedynie pojawienie się napięcia w obwodzie zasilania przekaźnika, a nie ruch cieczy! Przekaźnik zadziałał, ale pompka już niekoniecznie... Rezultat? Jest opisany nieco wyżej. Klęska! Już słyszę wszystkich mądrali - eeee... tam! Przecież zadziała zabezpieczenie termiczne wbudowane w CPU! Teoretycznie macie rację. W praktyce trzeba pamiętać, że nie wszystkie płyty główne zawierają odpowiednie układy i nie wszystkie CPU mają wbudowaną diodę do wewnętrznego pomiaru temperatury. Zwłaszcza te sprzed kilku lat. Również GPU (o ile jest chłodzony wspólnie) nie musi znieść tego, co zniesie CPU. Wobec tego pojawia się pytanie: jak zabezpieczyć się przed nieszczęściem?

Teoria

Teoretyczna odpowiedź jest prosta: maszyna może zostać uruchomiona dopiero wtedy, gdy zostanie wykryty ruch cieczy w układzie WC. Taka detekcja jest możliwa i dopiero jej odpowiednie powiązanie z układem zasilającym komputer daje gwarancję bezpiecznej pracy. Jeżeli w trakcie używania maszyny, z dowolnego powodu, pompka przestanie działać, układ automatycznie wyłączy zasilanie komputera. Teoretycznie mamy więc 100 % bezpieczeństwa. Pięknie! Ale praktyczna realizacja tego co łatwe teoretycznie, często nastręcza poważne problemy. Tak jest (niestety) w tym przypadku. Zanim opiszę zaproponowane (i działające) rozwiązanie warto parę słów poświęcić temu co już udało się odszukać w sieci na powyższy temat. Wystarczy wpisać w zaawansowane Google: czujnik fotoniczny i znajdziecie opis zasady działania ciekawego pod względem technicznym przepływomierza-czujnika fotonicznego, wykorzystującego światłowód. Poniższa grafika przeznaczona jest dla leniuchów, którym nie chce się wykonać kilku klików.

Rozwiązanie bardzo eleganckie, ale wymagające precyzji wykonania. Na etapie prototypu prawdopodobnie będą problemy z powtarzalnością wyników, zwłaszcza przy pracy urządzenia w charakterze przepływomierza. Zdobycie kawałka światłowodu też może być trudne, chociaż Autor twierdzi co innego. Rozwiązanie jest chronione prawnie. Elektronika nie jest opisana, ale dla jako tako orientujących się w temacie wystarczy stwierdzenie, że można łatwo stworzyć układ detekcyjny działający na zasadzie komparatora, który będzie miał stan 0 lub 1 na swoim wyjściu, zależnie od ruchu cieczy w układzie. W tym przypadku skalowanie czujnika, w celu zmierzenia wartości przepływu, można sobie spokojnie darować. Reszta polega na banalnym (dla kogo banalne, dla tego banalne) połączeniu odpowiednich styków w przekaźniku. Drugim, zauważonym na Targach Moddingu w Krakowie w 2005r, rozwiązaniem (ale niestety nie zrealizowanym do końca - podobno były kłopoty z odbiciami promieni wewnątrz urządzenia) jest zwykła turbinka.

[image]

[image]

Turbinki firm: X4PRO, Koolance, Innovatek I Thermaltake

Turbinkę polskiej firmy X4PRO prezentowałem na łamach "Dzikiego.net" w sprawozdaniu ze wspomnianych Targów. Łatwo można sobie wyobrazić układ optoelektroniczny reagujący na obrót turbinki i dający na wyjściu ciąg impulsów prostokątnych. Potem następuje ich nieskomplikowana detekcja, porównanie z poziomem odniesienia i wreszcie wyjście typu 0 - 1, zasilające przekaźnik. Ale skoro pomysłodawca nie był w stanie doprowadzić do poprawnego działania urządzenia, szkoda było mi czasu (i pieniędzy) na eksperymenty. Chociaż na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że problem jest do rozwiązania. Na rynku są do nabycia przepływomierze firm Koolance i Innovatek (~35$) działające na powyższej zasadzie. Wytwarzany sygnał elektryczny umożliwia ich wykorzystanie przez program typu Motherboard Monitor i jego funkcję "shut down". Ale wtedy tracimy kontrolę nad obrotami jednego z wentylatorów. Można też dokupić (50$) wykonawczy układ elektroniczny. Uważam, że dostępność, funkcjonalność i cena są niezadowalające.

[image]

Czujnik SF800

Najbardziej zbliżony do realnych potrzeb użytkownika WC jest, holenderskiej produkcji, przepływomierz SF800, mierzący przepływ o wartościach w zakresie 30 - 1200 l/godz. Urządzenie do pomiaru wartości przepływu wykorzystuje promienie podczerwone, udostępniając na wyjściu sygnał, którego częstotliwość jest proporcjonalna do intensywności przepływu. Jedynym mankamentem jest cena. Żądane na Allegro 180 PLN to zdecydowanie za dużo. Pod względem funkcjonalnym i elektrycznym sytuacja wygląda identycznie jak przy przepływomierzach typu "turbinka". Wykonanie elektroniki to jeszcze około 25 PLN. Nie mam zamiaru nikomu grzebać w kieszeni. Kto zechce - ten kupi. Jak dla mnie jest to stanowczo za drogo.

Inne możliwości

Zastanawiałem się także nad wykorzystaniem efektów ciśnieniowych powstających w dyszy Venturiego. Prawdę powiedziawszy, miałem już przygotowany wstępny projekt dość nietypowego manometru różnicowego. Wprawdzie powinien działać, ale wymagał dużej precyzji wykonania. Bez wątpienia większej niż rozwiązanie ze światłowodem. Trudno było to uznać za zaletę. Redaktor NE555 pomógł mi w wypróbowaniu czujnika, który miał działać na zasadzie detekcji dźwięku wywołanego płynącą w nim wodą. Jakiego dźwięku?! Przecież WC jest ciche i nieme!? Niezupełnie. To, że nic nie słyszymy jeszcze nie dowodzi, że układ nie generuje żadnych dźwięków! Rzecz w ich natężeniu i częstotliwości. Uszy ludzkie, zwłaszcza porównując je z narządami, w jakie natura wyposażyła niektóre zwierzęta, nie prezentują się jako bardzo czułe i szerokopasmowe. Mikrofon naklejony na zwykłą cienkościenną rurkę metalową zakończoną końcówkami na wąż miał pełnić rolę detektora ruchu cieczy w obwodzie WC. Wprawdzie urządzenie działało, ale miało podstawową wadę - było wrażliwe na zewnętrzne zakłócenia dźwiękowe, pomimo zastosowania izolacji akustycznej, oddzielającej czujnik od otoczenia. Uruchomione w pobliżu radio dawało efekt ruchu wody w układzie. Teoretycznie biorąc, jeszcze można było próbować zmienić izolację, ale na budowanie dodatkowych osłon izolacyjnych czujnika NE555 nie miał specjalnej ochoty (wcale się nie dziwię), a pomyślny finał był bardzo problematyczny. Odpuściłem. Kompletna porażka!

Jak to zwykle bywa z nietypowymi rozwiązaniami, pomysł przyszedł nagle i niespodziewanie, chociaż urządzenia wykrywające ruch cieczy i mierzące wydajność przepływu działające na tej zasadzie już od dawna istnieją. Tyle tylko, że są to czujniki przemysłowe i na razie nikt nie wpadł na pomysł wykonania działającego w podobny sposób, lecz o wiele mniejszego i prostszego, przeznaczonego do obwodów WC. Elementy składowe są stosunkowo łatwo dostępne, względnie tanie i zawierają zaledwie jeden element ruchomy, który praktycznie rzecz biorąc nie może się zepsuć lub zużyć. Wykonawstwo także nie wymaga wyszukanej precyzji, chociaż im dokładniej wykonamy całość, tym lepiej. Układ elektroniczny również jest prosty i nieskomplikowany. Cierpliwości, szczegóły tuż, tuż.

Praktyka

Analizując wady i zalety poprzednich rozwiązań stwierdziłem, że pozostaje tylko jedna możliwość rozwiązania problemu bezpiecznego WC: detekcja ruchu cieczy w układzie chłodzenia oparta na innej zasadzie niż wymienione. Łatwo powiedzieć - innej! W poszukiwaniu rozwiązania sprawdzałem w sieci różne katalogi z typowymi, przemysłowymi rozwiązaniami przepływomierzy lub czujników ruchu cieczy. Miałem nadzieję, że może chociaż jeden z nich dałoby się zastosować do układu WC. Wprawdzie znalazłem takie przepływomierze i wskaźniki przepływu, ale są one drogie i zazwyczaj o całkiem sporych gabarytach. Wyjątkiem jest wspomniany już czujnik SF800. Ponadto istnieje wiele typów pompek do układów WC, które mają różne wydajności. Stwarza to dodatkowe ograniczenie i problemy związane z dopasowaniem zakresu pomiarowego czujnika do wydajności pompki w układzie WC. Doszedłem do wniosku, że nie tędy droga. Poniżej przedstawiam poglądowy opis proponowanego rozwiązania, pozbawionego wymienionych wad, które każdy może wymiarowo zaadaptować do własnego układu i zamontować w dogodnym miejscu. Postanowiłem wykonać i użyć prosty, aby nie powiedzieć prymitywny, klapowy czujnik przepływu. Elementem wykrywającym ruch cieczy w obwodzie WC (detektorem) jest klapka, zawieszona na nierdzewnej osi. Mechanizm detekcyjny umocowany jest w okrągłym przelotowym otworze wykonanym w pręcie np. z pleksiglasu lub poliwęglanu, zakończonym stosownymi złączkami. Mogą to być złączki 3/8" lub 1/4", zależnie od rodzaju stosowanej w układzie pompki i średnicy węży. Ruch cieczy powoduje wychylenie klapki, która przesłania fototranzystor oświetlany diodą LED. Układ elektroniczny reaguje na ten fakt i tak długo jak ciecz płynie (a klapka jest wychylona) - komputer będzie zasilany. Jak już wspominałem, w urządzeniach tego typu nie interesuje nas konkretna wartość przepływu, która jest stała i określona przez rodzaj i typ zastosowanej pompki oraz opory przepływu w układzie. Istotne jest wykrycie ruchu cieczy! Urządzenie jest stosunkowo proste w wykonaniu i łatwe w montażu, ale obróbkę mechaniczną pręta, w którym umieszczony będzie detektor, najlepiej powierzyć dobremu zakładowi mechanicznemu wyposażonemu w tokarkę i frezarkę. Jedyne praktyczne ograniczenia to konieczność umocowania go poziomo, aby pod wpływem grawitacji klapka samoczynnie zwisała pionowo, oraz zachowanie właściwego kierunku przepływu cieczy przez czujnik. O ile pierwszy warunek nie wymaga zbyt rygorystycznego przestrzegania (ale dopuszczalne granice odchylenia od poziomu jednak istnieją), to drugi musi być bezwzględnie spełniony.

Teraz istotna informacja: czujnik zgłosiłem w Urzędzie Patentowym RP, gdzie został oficjalnie zarejestrowany pod nr W - 116588 w dn. 2007.01.19. Z tego tytułu, od tego dnia, jest chroniony prawnie do czasu podjęcia przez Urząd oficjalnej decyzji o przyznaniu mi praw ochronnych. Czy i kiedy je otrzymam? Rzeczoznawca patentowy określił to na 99,99%, ale trochę to potrwa - młyny UP mielą powoli.

Stawiam sprawę jasno: kto chce i czuje się na siłach - niech skorzysta z zamieszczonego opisu. Ochrona przez UP formalnie nie zabrania wykonania jednostkowego, w celach badawczo - dydaktycznych. Natomiast adaptacja opisanego czujnika przepływu do celów produkcyjno - handlowych, z wykorzystaniem zasady jego działania, to już zupełnie inna, uregulowana prawnie, sprawa. Zainteresowanych komercyjnie moim pomysłem zapraszam do rozmów - zapewne dojdziemy do porozumienia, bo mogę prawnie nim rozporządzać.

Ze względów formalnych nie mogę opublikować rysunku zawartego w zgłoszeniu oraz podać szczegółów konstrukcyjnych i wymiarów. Jednak zamieszczone poniżej fotografie (dziwne, ale to wolno mi opublikować) elementów mechanicznych oraz całego czujnika, oraz fragmentaryczny, ale nie pozbawiony detali opis, dla doświadczonego majsterkowicza powinny w zupełności wystarczyć do wykonania urządzenia. Tu chciałbym wyjaśnić jedną sprawę. Proszę Czytelników o wybaczenie, ale fotografie są, jakie są! Zważywszy, że praktycznie pierwszy raz próbowałem użyć cyfrówki w celu udokumentowania czegoś więcej niż spaceru cioci Zosi po Rynku, nie mając żadnych doświadczeń w tej materii, o modnych wydziwianiach typu namiot bezcieniowy nie mówiąc - i tak się dziwię, że cokolwiek na fotkach widać. Na retusz, usuwanie cieni i inne zabawy z Photoshopem nie miałem czasu.

Dobór wymiarów klapki sprowadza się do prostych obliczeń wykorzystujących prawo Pitagorasa, które uwzględniają wewnętrzną średnicę korpusu, grubość i średnicę podkładek dystansowych oraz usytuowanie osi. Wynika z tego, że wymiary klapki są funkcją aż 4 zmiennych, więc najlepiej zrobić to przy użyciu arkusza kalkulacyjnego Excel. Miejsce usytuowania osi klapki można wyznaczyć (w pionie i poziomie) kierując się zasadą działania czujnika, wyobraźnią przestrzenną oraz znajomością elementarnych praw mechaniki. Przy zastosowaniu złączek 3/8" (wewnętrzna średnica przewodów 10 mm) za optymalną średnicę otworu w korpusie czujnika uznałem wewnętrzną średnicę gwintu G3/8". Przy mniejszej będą problemy z umieszczeniem klapki i przesłanianiem fototranzystora, natomiast znacznie większa, z uwagi na automatyczny spadek prędkości przepływu wody w przewodzie o większym przekroju (prawo ciągłości przepływu), spowoduje mniejsze wychylenie klapki, co może doprowadzić do nie działania całości. Kto nie wierzy - może sprawdzić. Ale na własny koszt i ryzyko. Natomiast część elektroniczna czujnika nie mogła podlegać ochronie, ponieważ jest to znany od dawna komparator napięć. Wprawdzie zastosowany w trochę nietypowy sposób, ale sam układ jest klasyczny. Dlatego też elektronice mogę poświęcić więcej uwagi i podać szczegóły, bo zwłaszcza dla początkujących może to być najtrudniejszy do wykonania fragment .

[image]

[image]

Korpus z klapką i podkładkami

[image]

Czujnik - widok ogólny

[image]

Czujnik - usytuowanie fototranzystora w korpusie

Porady i wskazówki

Mówią, że nadmiar informacji to dezinformacja, lecz chyba nie w tym przypadku. Jako pierwszą należy wykonać operację frezowania pręta. Potem zabieramy się do wykonania otworów. W pręcie wiercimy przelotowo otwór Ø 1 mm, w którym osadzona będzie oś klapki. Następnie wiercimy otwory do osadzenia w nich diody i fototranzystora, jednak należy to zrobić jednocześnie (przelotowo - najpierw wiertłem ~Ø 3 mm) , a nie każdy osobno, z przeciwnej strony. Gwarantuje to współosiowość fototranzystora i oświetlającej go diody, co jest bardzo istotne. Jako ostatni wykonujemy otwór centralny z gwintami pod złączki. Do tej czynności należy użyć tokarkę, co zapewni wymaganą współosiowość i dokładność. Wykonanie w pierwszej kolejności otworu centralnego to murowany problem z właściwym wywierceniem otworu Ø 1,0 mm. Klapkę najlepiej jest wytoczyć jako krążek, a jej docelowy kształt osiągamy przy pomocy frezarki i wiertarki. Podkładki dystansowe wykonujemy z teflonu, tekstolitu, twardego PCV lub innego tego typu materiału.

Po co o tym wszystkim piszę, skoro korpus detektora i klapkę ma wykonać zakład mechaniczny? Po to, abyście mogli dać to na piśmie wykonawcy! Z własnego doświadczenia wiem, że tzw. fachowcy potrafią sp.... każdą, nawet najprostszą robotę. A ta, aż taka prosta, nie jest! I żadnego płacenia z góry!

Montaż elementów czujnika zaczynamy od klapki. Chyba jest oczywiste, że klapka musi lekko i bez oporu, lecz także bez zbędnego luzu, obracać się na osi, co warto sprawdzić przed montażem ostatecznym i osadzeniem osi w korpusie na lekki wcisk. Oś można wykonać ze zwykłej igły do zastrzyków (Ø1,1x40). To dziwne, ale nie udało mi się nabyć igły Ø 1,0 mm. Jednak na skutek nieuniknionego tzw. "bicia" wiertła Ø 1,0 mm, wykonany nim otwór idealnie pasuje, z lekkim wciskiem, do osi Ø 1,1 mm. Nie można też zapomnieć o podkładkach dystansowych, które zabezpieczają przed przesunięciem i zakleszczeniem klapki. Należy zaokrąglić jej rogi i lekko sfazować krawędzie. Natomiast dolna krawędź klapki jest sfazowana dość mocno. Bardzo dużo zależy od precyzyjnego wykonania otworu w klapce, w który będzie wsunięta oś. Pomiędzy wewnętrznym otworem czujnika a opuszczoną pionowo klapką powinien być niewielki prześwit, rzędu 0,3 - 0,5 mm. Montaż klapki jest dość kłopotliwy. Do montażu wykorzystałem nietypowe przyrządy: wykałaczkę, gumę do żucia i taśmę klejącą. To dość trudny moment, wymagający precyzji i cierpliwości. Po symetrycznym, względem osi podłużnej czujnika, osadzeniu osi, a na niej klapki z podkładkami, klejem "Poxipol" lub "Araldite" wypełniamy otwory Ø 1,1 mm z obu stron. Długość osi celowo jest mniejsza od szerokości korpusu, aby to umożliwić. Gdy już uporaliśmy się z mechaniką, pora na elektronikę. Diodę i fototranzystor można wkleić klejem, np. "Attak", na lekki wcisk. Tak precyzyjne osadzenie elementów optoelektronicznych może wymagać wstępnego wiercenia przewidzianych pod nie otworów wiertłami o średnicach nieco mniejszych od nominalnych. Wskazane jest zmierzenie faktycznych średnic diody i fototranzystora, ponieważ elementy te mają tolerancję wymiarową. Najlepiej będzie wykonać otwór nieco mniejszy i stopniowo osiągnąć wymagane pasowanie. Jeżeli "przedobrzymy" ze średnicami, to pozostają tylko kleje uzupełniające ubytki, np. wspomniane już "Poxipol" lub "Araldite". Zwracam uwagę, że NIE jest obojętne usytuowanie końcówek (krótsza, dłuższa) diody i fototranzystora w stosunku do osi podłużnej czujnika. W dalszej części artykułu sprawa ta jest dokładnie omówiona. Po wmontowaniu urządzenia do układu WC i podaniu napięcia +12(V), powinno ono zadziałać od razu i bez regulacji. Między "powinno" a rzeczywistością bywają czasami różnice, wynikające głównie z rozrzutu parametrów elementów składowych. Aby uniknąć niespodzianek warto najpierw sprawdzić "na sucho" działanie komparatora i później wykonać regulację "na mokro", co jest w artykule dokładnie opisane. Sądzę również, że zapewnienie czujnikowi przepływu stabilnej, poziomej pozycji w maszynie jest banalnie proste i każdy zainteresowany rozwiąże to skutecznie we własnym zakresie, poprzez wykonanie stosownego uchwytu z blachy lub drutu. Podawanie jakiegoś konkretnego rozwiązania nie ma sensu, bo ile obudów - tyle możliwości mocowania. I jeszcze informacja o kosztach wykonania jednostkowego: pręt na korpus czujnika - 38,00 PLN, wykonanie w warsztacie mechanicznym korpusu z gwintami i otworami - 30,00 PLN, elementy elektroniki - 25,00 PLN, zasilacz +12(V) (niestabilizowany) - 20,00 PLN, 2 szt. zacisków mocujących wąż do czujnika przepływu - 15,00 PLN. Cena za pręt dotyczy 30 cm oraz ma wliczoną wysyłkę. Taka ilość pręta wystarczy bez problemu na kilka korpusów. Cena jednostkowa czujnika wynosi około 100 PLN. O połowę taniej niż rozwiązanie wykorzystujące czujnik SF800. Cóż - jednak trochę to kosztuje, ale czy bezpieczeństwo procesora i karty graficznej nie jest warte tej ceny? Koszt ten można jeszcze zmniejszyć o około 15,00 PLN stosując klasyczny przekaźnik elektromechaniczny i wykonując zasilacz +12(V) samodzielnie. Potrzebne są jedynie sprawne ręce. Ale przecież właśnie do ich właścicieli adresowany jest ten artykuł. Nawiasem mówiąc koszt zasilacza trudno jest jednoznacznie przypisać do czujnika, zwłaszcza jeżeli w układzie będzie pracowała pompka zasilana prądem stałym +12(V). Przy produkcji seryjnej i odpowiednim doborze materiałów koszt czujnika powinien ulec wyraźnemu obniżeniu.

Układ elektroniczny

Zakładam, że układ elektroniczny wykonywać będzie osoba mająca chociaż trochę doświadczenia w tego rodzaju pracach i dlatego daruję sobie większość różnych dobrych rad dotyczących praktycznej realizacji. Dodam jedynie, że nie warto robić drobnych oszczędności na elementach decydujących o jakości i niezawodności całości urządzenia. Dlatego też nie polecam stosowania części z odzysku. O lutowaniu, które musi być czyste i pewne, wspominam tylko z przyzwyczajenia. Generalnie rzecz biorąc, nowicjusze powinni poprosić o pomoc kogoś, kto podobne prace wykonywał już wiele razy. Pamiętaj, że w listwie zasilającej występuje napięcie zmienne 230(V), które jest niebezpieczne dla zdrowia i życia! Zaprojektowanie płytki drukowanej do tak prostego układu jest bardzo łatwe. Nie ma też przeciwwskazań aby układ zmontować na tzw. płytce uniwersalnej. Numeracja nóżek wzmacniacza operacyjnego i przekaźnika podana jest na schemacie. Zależnie od elementów składowych posiadanego zestawu WC, kwestię usytuowania zasilacza i elementów elektroniki można rozwiązać w różny sposób. Także ewentualne obudowanie elektroniki i jej montaż pozostawiam inwencji wykonawcy. Jednak, aby wskazać drogę mniej doświadczonym użytkownikom, opisuję rozwiązanie, które wykonałem. Założyłem, że w moim przyszłym WC zostanie użyta pompka zasilana napięciem +12(V), np. doskonała Laing DDC. Ten fakt determinuje konieczność użycia stabilizowanego zasilacza 12(V), który może dostarczyć prąd o natężeniu minimum 1(A). Jeszcze lepiej - 1,5(A) lub 2(A). Chodzi o to, aby zasilacz nie pracował na pograniczu swoich możliwości energetycznych. Aby uporządkować sprawy zasilania nabyłem typową "komputerową" listwę zasilającą z wyłącznikiem.

Teraz kilka słów o zasadzie działania. Ze względu na to, że woda bardzo silnie tłumi przechodzące przez nią promienie podczerwone, użyte zostały elementy optoelektroniczne pracujące w paśmie fal widzialnych. Zastosowany układ scalony LM 358 jest podwójnym wzmacniaczem operacyjnym, przystosowanym do niesymetrycznego zasilania i pracuje w układzie komparatora. Jeden wzmacniacz pozostaje niewykorzystany. Całość przedstawiona jest na schemacie. Dająca silne białe światło i oświetlająca fototranzystor PT202C dioda świetlna L54PWC, zasilana jest z osobnego zasilacza napięciem stałym +12(V), poprzez opornik 1 k ohm redukujący napięcie. Napięcie pobierane z dzielnika utworzonego przez opornik 3,3 kohm i fototranzystor, podawane jest na wejście (+) komparatora, natomiast na wejście (-) podawane jest napięcie z dzielnika napięcia zrealizowanego przy pomocy oporników 360 ohm i 3,0 kohm. Gdy fototranzystor jest oświetlony (brak przepływu - klapka w pionie) wartość napięcia na wejściu (+) ustala się zależnie od natężenia oświetlenia - fototranzystor przewodzi. Dzielnik napięcia utworzony z oporników 360 ohm i 3,0 kohm podaje na wejście (-) napięcie o takiej wartości, że jest ono niższe lub wyższe od napięcia na wejściu (+), zależnie od oświetlenia fototranzystora. Brak oświetlenia (przepływ - klapka wychylona) powoduje wzrost napięcia na wejściu (+). Rezultatem jest skok napięcia na wyjściu komparatora z około 0(V) do +11(V), zadziałanie przekaźnika i pojawienie się napięcia zasilającego w gnieździe GS. Brak przepływu powoduje ponowne oświetlenie fototranzystora i skok napięcia na wyjściu komparatora z +11(V) do około 0(V). Przekaźnik nie podaje napięcia do gniazda GS, komputer jest wyłączony. Dwie diody 1N4148 zabezpieczają komparator przed przepięciami, które mogą się indukować na obwodzie sterującym przekaźnika.

Wartości oporników dzielnika dobrano doświadczalnie, przy obecności w czujniku zwykłej wody. Ich dobieranie "na sucho" mija się z celem - po wpuszczeniu wody do czujnika, będzie on cały czas wskazywał, że ciecz chłodząca jest w ruchu. Spowodowane to jest mniejszym natężeniem światła padającego na fototranzystor po przejściu przez wodę, w porównaniu z powietrzem. Dodanie środków koloryzujących bądź zapobiegających powstawaniu glonów może spowodować konieczność ponownej regulacji. Jak to zrobić opisane jest nieco dalej. Praktyczna realizacja wymaga wprowadzenia niewielkiej modyfikacji w listwie zasilającej, zgodnie ze schematem, a użyty do tego miedziany przewód powinien mieć średnicę minimum 1,0 mm, o ile pobierany prąd nie przekracza 3 (A). Jeżeli pobierany prąd jest większy, średnicę przewodu należy dobrać, tak aby nie przekroczyć gęstości prądu 4(A/mm2). Pozostałe gniazda listwy zasilającej znajdują się cały czas pod napięciem i służą do zasilania reszty urządzeń współpracujących z komputerem. Wyłącznik na listwie odłącza napięcie sieciowe od wszystkich gniazd. Zastosowałem nowoczesny przekaźnik elektroniczny pozbawiony elementów ruchomych, który może dostarczyć do obciążenia prąd zmienny o napięciu do 250(V) i natężeniu 2(A). Zalecane jest podłączenie, równolegle do jego nóżek nr 1 i 2, układu przeciwzakłóceniowego - szeregowo połączonego rezystora 100 ohm i kondensatora 10 (nF), typu MKPX2. Istnieje wiele typów takich przekaźników, różniących się wartościami napięcia sterującego i prądu dostarczanego do obciążenia. Tabelka zawiera parametry najczęściej stosowanych. Ostatni z nich bez problemu obsłuży, z ogromnym zapasem, najbardziej wypasiony zestaw. Ja użyłem przekaźnik JGC5F/12D-0T ponieważ prądożerne karty graficzne i procesory z najwyższej półki mnie nie interesują.

[image]

Kilka bezstykowych przekaźników mocy i ich parametry

A teraz konkretne rozwiązanie. Zrobiłem tak: na wolnym "śledziu" przykręciłem 2 gniazda: DC - dla +12(V) i "cinch" - dla napięcia sterującego przekaźnikiem. Płytkę z kompletną elektroniką (za wyjątkiem przekaźnika JGC5F/12D) przylutowałem do końcówek elementów optoelektronicznych i po próbach przykleiłem punktowo do korpusu detektora klejem "Poxipol". Usytuowanie płytki i końcówek widać wyraźnie na jednej z fotografii. Najważniejsze jest aby końcówki diody i fototranzystora były po wklejeniu do korpusu detektora równoległe do jego osi podłużnej, ale tu uwaga: dłuższa końcówka tranzystora (emiter) i krótsza końcówka diody (katoda) muszą być skierowane w stronę, z której do czujnika wpływa ciecz chłodząca. Dzięki temu, po zagięciu, trafią one we właściwe otwory w płytce drukowanej, czyli na masę. Pomyłka grozi zniszczeniem elementów optoelektronicznych. Z płytki wyprowadzamy przewody zasilania do wspomnianego wyżej gniazda DC. Zasilacz +12(V)/2(A) jest wpięty w gniazdo listwy zasilającej i podłączany bezpośrednio do gniazda DC na "śledziu". Daje to możliwość wykorzystania bez problemu, w razie potrzeby, zasilacza +12(V) do innych celów. Z listwy zasilającej, z umieszczonym w niej przekaźnikiem, wyprowadziłem ekranowany przewód, przylutowany do nóżki (4) przekaźnika i masy (5), zakończony wtykiem "cinch". Oczywiście ekran przewodu to masa. Centralny styk gniazda "cinch" jest połączony przewodem (nie musi być ekranowany) z punktem na płytce z elektroniką, gdzie diody 1N4118 są zlutowane z punktem lutowniczym przewidzianym dla opornika R. W rezultacie nóżka (4) przekaźnika otrzyma sygnał z wyjścia komparatora. Progowa wartość napięcia sterującego, które uruchamia przekaźnik JGC5F/12D, to 9,6(V). Styki masy gniazd DC i "cinch" łączymy bezpośrednio ze sobą kawałkiem przewodu i lutujemy. W tym samym miejscu musimy przylutować przewód masy (minus zasilania 12V) płytki z elektroniką. To bardzo ważne!

Aby wykluczyć zakłócenie pracy czujnika przez wewnętrzne źródła światła w komputerze, (katody, wentylatory, pamięć, itd.) czujnik po wykonaniu i uruchomieniu można owinąć czarną elektrotechniczną taśmą izolacyjną, na całej jego długości. Jeżeli nie stwierdzimy zakłócającego wpływu wewnętrznych źródeł światła na działanie detektora, to dzięki użyciu pleksiglasu lub poliwęglanu staje się on dodatkowym świetlnym "bajerem" w naszej maszynie. Ze względu na tłumienie promieni podczerwonych przez wodę z premedytacją użyłem diody LED dającej białe światło, ale dla kogoś kto modyfikuje komputer w określonym kolorze, droga do eksperymentów stoi otworem. Wystarczy sprawdzić czy układ będzie działał z niebieską, zieloną, żółtą, pomarańczową lub czerwoną LED o podwyższonej jasności. Ja nie wypróbowałem tych wariantów, ale uważam, że powinien działać, bo zakres czułości spektralnej fototranzystora PT202C obejmuje fale o długości od 400 do 1200 nm. Pokazuje to jedna z grafik. Być może będzie potrzebna zmiana napięcia podawanego na wejście (-) komparatora. Dotyczy to zwłaszcza światła niebieskiego, na które fototranzystor jest wyraźnie mniej czuły. Aby ułatwić sobie regulację docelową przy świetle białym oraz próby ze światłem kolorowym, należy zamiast dzielnika napięcia z oporników 360 ohm i 3,0 kohm użyć potencjometr montażowy, tzw, "podkówkę" o oporności 1,0 kohm, którą wlutowujemy w miejsce opornika 360 ohm, wykorzystując jedynie jej 2 nóżki: suwak i dowolną z pozostałych. Natomiast opornik 3,0 kohm wlutowujemy docelowo. Suwak potencjometru, ustawiamy tak, aby oporność "podkówki" była maksymalna. Fototranzystor powinien być zasłonięty. Żarówka symulująca obciążenie, podłączane do gniazda GS, nie świeci się. Zaczynamy powoli kręcić suwakiem, zmniejszając oporność "podkówki". W pewnym momencie przekaźnik włączy obciążenie i żarówka zaświeci się. Wtedy jeszcze minimalnie kontynuujemy obrót i próg działania komparatora mamy ustawiony. Opuszczenie klapki (odsłonięcie fototranzystora) powinno teraz spowodować zgaszenie żarówki. Po zakończeniu regulacji wylutowujemy "podkówkę", mierzymy oporność od suwaka do wykorzystanej końcówki i zastępujemy ją stosownym opornikiem, wybierając z typoszeregu najbliższą, mniejszą od zmierzonej, wartość. Zdecydowanie odradzam pójście na łatwiznę i pozostawienie "podkówki" na płytce z elektroniką. Rozregulowanie układu, wcześniej lub później, mamy wtedy niemal pewne. Jeżeli ktoś koniecznie chce mieć stałą możliwość regulacji, to powinien użyć potencjometr wieloobrotowy, tzw. helitrim, wykorzystując jedynie połączenie do suwaka i dowolnej końcówki. Istotną przeszkodą dla wykonania "barwnej" wersji czujnika może być wytłumienie któregoś z kolorów dodanym do wody środkiem zapobiegającym powstawaniu glonów. Jest to mało prawdopodobne, ale o tym można się przekonać tylko doświadczalnie. Przypominam, że wszystkie pomiary należy wykonywać z czujnikiem napełnionym cieczą chłodzącą, najlepiej podczas jej przepływu. W tym celu wykonałem stanowisko pomiarowo-badawcze w zlewozmywaku. Eksplozja radości mojej żony, z tego powodu, pozostanie mi długo w pamięci. Kobiety, kobiety - żadnej estymy dla techniki, tylko kasa i kasa...

Należy mieć świadomość, że po wykryciu braku przepływu cieczy w obwodzie WC, komputer zostanie wyłączony w trybie natychmiastowym, bez zamknięcia systemu operacyjnego. To chyba niewielka niedogodność w zamian za uratowanie CPU i (lub) GPU przed zniszczeniem?! Malkontentom, którzy poczytają to za poważną wadę odpowiem, że częściej spotka nas taka przykrość z powodu braku lub zakłóceń napięcia w sieci, niż zaniku przepływu cieczy w układzie WC. Tylko nie odkrywajcie Ameryki, że można przecież zastosować zasilacz UPS, który zabezpiecza przed takimi sytuacjami! W firmach - i owszem - czasem można się na niego natknąć. Pośród użytkowników prywatnych jakoś go nie spotkałem, chociaż zapewne są osoby, które mają i stosują to przydatne urządzenie.

Prawdopodobnie istnieje też możliwość wykorzystania sygnału z komparatora do sterowania wyłączania komputera za pośrednictwem płyty głównej, przy użyciu programu typu Motherboard Monitor i jego funkcji "shut down", ale odbędzie to się kosztem "utraty" jednego z gniazd przewidzianych do kontroli obrotów wentylatorów. Jeżeli nie muszą być wykorzystywane wszystkie, takie rozwiązanie pozwala uniknąć stosowania przekaźnika mocy, obniżając koszt wykonania w pełni funkcjonującego układu, zabezpieczającego CPU i (lub) GPU. Eksperymenty i dobór stosownego dzielnika napięcia wyjściowego pozostawiam zainteresowanym.

A co mają zrobić użytkownicy stosujący pompki zasilane napięciem 230(V~)? Z reguły są one zasilane bezpośrednio z listwy i uruchamiane manualnie. W praktyce całe rozwiązanie pozostaje bez zmian. Wprawdzie istnieje możliwość zastosowania tańszego, niestabilizowanego zasilacza, ale przekonałem się (mam taki zasilacz) podczas prób samej elektroniki, że powoduje to problemy z działaniem urządzenia. W sieci z reguły napięcie jest nieco niższe od znamionowego. W rezultacie napięcie sterujące podawane do przekaźnika jest czasami trochę za niskie i całość nie działa. Jeżeli zasilacz "trzyma" pod obciążeniem napięcie +12(V), to problem nie występuje.

[image]

Wzmacniacz operacyjny LM 358

Schemat układu komparatora i połączenia go z przekaźnikiem mocy

[image]

Czułość widmowa fototranzystora

[image]

Dioda LED

[image]

[image]

Fototranzystor

Uruchomienie, uwagi i spostrzeżenia

Starannie wykonane urządzenie nie wymaga regulacji i działa od razu po włączeniu, pod warunkiem, że wcześniej poprawnie dobrane zostały oporniki tworzące dzielnik napięcia podawanego na wejście (-) komparatora. Tak długo, jak fototranzystor wykrywa ruch cieczy w układzie chłodzenia, obwód sterujący przekaźnika na wyjściu komparatora jest zasilany i podawane jest napięcie do gniazda sieciowego GS, zasilającego komputer. Wyjątkiem od reguły jest sytuacja gdy użyty będzie przekaźnik JGC-5F/05D-1T. Najpierw należy sprawdzić czy komparator działa, bez podłączania przekaźnika mocy, i dopiero wtedy należy wlutować w układ opornik regulowany R i doświadczalnie dobrać jego wartość, zaczynając od 1 k ohm i stopniowo ją zmniejszając, aż do zadziałania przekaźnika. Oczywiście najwygodniej będzie do tego celu użyć tzw. "podkówkę". Następnie wlutowujemy w przewidziane miejsce stały opornik z typoszeregu, o zbliżonej oporności, ale mniejszej od zmierzonej. Alternatywnym rozwiązaniem jest obniżenie napięcia zasilania do +6(V) oraz zmniejszenie wartości wszystkich oporników o połowę. Wprawdzie konieczności doświadczalnego ustalenia progu działania komparatora nie da się uniknąć, ale opornik R będzie wtedy niepotrzebny. Praktycznie biorąc oba rozwiązania są dobre, chociaż uzyskanie napięcia +6(V) z zasilacza +12(V) wymaga użycia dodatkowych elementów: opornika 180 ohm/0,5W i diody Zenera typu Z5V6 1W, które trzeba umieścić na płytce z elementami. Wprowadzenie zmiany w druku jest banalnie proste i niezbędne, jeżeli chcemy bez problemów użyć przekaźnik JGC-5F/05D-1T. Reszta obwodu drukowanego pozostaje bez zmian. Jeżeli używamy pompkę akwarystyczną, zasilaną bezpośrednio z sieci 230(V~), to zasilacz +12(V) w tym przypadku może być niestabilizowany, bo napięcie zasilające czujnik stabilizuje dioda Zenera Z5V6 1W.

Wprawdzie moja bardzo nowoczesna maszyna IBM 300GL 933 MHz PIII Slot1 (ROTFL) nie jest wyposażona w układ WC, ale całość opisanego urządzenia została wykonana, a potem wielokrotnie sprawdzona w warunkach zbliżonych do tych, jakie występują w rzeczywistym układzie WC. Przepływ wody przez czujnik powodował działanie układu. Pomiary, które przeprowadziłem, pokazały, że do pewnego działania wykonanego egzemplarza wystarczał przepływ tylko 100 l/godz. Minimalna wartość przepływu, na który jeszcze reaguje czujnik, jest funkcją ciężaru klapki oraz usytuowania jej osi. Te obliczenia można sobie spokojnie darować, ponieważ powszechnie stosowane do WC pompki charakteryzują się wydajnością 300 - 600 l/godz. O wiele istotniejsze jest precyzyjne wykonanie klapki, a zwłaszcza otworu na oś. Muszą być zachowane wszelkie możliwe równoległości i prostopadłości oraz właściwy promień jej dolnego fragmentu.

Minimalna długość "zakupowa dostępnych w sprzedaży detalicznej prętów z pleksiglasu wynosi 2m! Koszt, zależnie od średnicy: 200 - 300 PLN. Nie do zaakceptowania. Na szczęście, chociaż z kłopotami, udało mi się kupić 30 cm ("minimum zakupowe") pręta Ø 25 mm z poliwęglanu. Z równie dobrym skutkiem można zastosować twardy PCV, bakelit lub inny tego typu materiał. Poliwęglan lub pleksiglas mają natomiast niewątpliwe walory estetyczne, ponieważ "przewodzą" światło. Zainteresowanym zdradzę, że z kłopotu wybawiła mnie dopiero firma p. Knopika z Raciborza, bo w Krakowie nie udało mi się znaleźć potrzebnego materiału. Ucięli pręt "z metra" i wysłali do Krakowa po wpłacie na konto. Kontakt: [email protected] Naprawdę wzorowe podejście do klienta! Dlatego też z wdzięczności i dla ułatwienia życia chcącym wykonać opisane urządzenie, pozwalam sobie zareklamować solidnego przedsiębiorcę. Mam nadzieję, że nie będzie miał nic przeciw temu.

Samokrytycznie stwierdzam, że na skutek przyjętego sposobu zasilania elektroniki napięciem +12(V), niezależnie od rodzaju pompki w jaką wyposażony jest układ WC, zasilacz oraz układ elektroniczny cały czas będzie pod napięciem, co nie jest korzystne (ciekawe, czy ktoś zwrócił na to uwagę). Jak temu zaradzić? Najprościej będzie całkowicie wyłączać napięcie na listwie zasilającej, znajdującym się na niej wyłącznikiem. Kłopotliwe, lecz proste i skuteczne. Trzeba się tylko przyzwyczaić.

Jeżeli ktoś ma pręt o nieco większej średnicy, który chciałby użyć do wykonania urządzenia, bez zmniejszania jego średnicy, to nie ma przeciwwskazań. Należy jedynie tak dobrać średnicę otworu centralnego aby grubość ścianek korpusu w miejscu osadzania elementów optoelektronicznych była nie mniejsza niż 5 mm. Jednak przesada w kierunku zwiększania wymiarów jest niewskazana. Pojawi się kwestia różnicy zewnętrznych wymiarów gwintu do mocowania złączek i otworu centralnego w korpusie. Oczywiście jest to jedynie drobny problem konstrukcyjny, który można rozwiązać. Należy jednak pamiętać o prawie ciągłości przepływu, o czym już wspominałem.

Wprawdzie urządzenie jest uniwersalne i będzie działało niezależnie od rodzaju pompki używanej w układzie WC, ale wydaje mi się, że w pierwszej kolejności powinno ono być przedmiotem zainteresowania tych użytkowników, którzy stosują różnego rodzaju pompki akwarystyczne. Są one tanie, ale trwałość i pewność ich działania jest zdecydowanie niższa niż specjalizowanych. Jak to zwykle bywa - mamy jedno, kosztem drugiego. Rybki w akwarium bez działającej pompki zapewne wytrzymają jakiś czas, chociaż nie jestem znawcą zagadnienia. Dla znacząco przetaktowanego CPU i (lub) GPU nawet minuta bez przepływu cieczy w układzie może być powodem ich uszkodzenia. Blokowi chłodzącemu (zwłaszcza z pleksiglasową pokrywą) zapewne też nie wyjdzie to na zdrowie, a zdarzały się nawet przypadki jego rozlutowania!

Jeszcze kilka słów o lokalizacji czujnika. Ze względów temperaturowych należy usytuować czujnik w tym fragmencie instalacji gdzie woda jest chłodna, tzn. pomiędzy wylotem z chłodnicy a blokiem chłodzącym. Wprawdzie współczesne kleje syntetyczne są odporne na temperaturę, ale po co bez potrzeby kusić los? Przypominam o montażu w poziomie i zachowaniu właściwego kierunku przepływu wody przez czujnik.

Patrząc perspektywicznie (może, kiedyś?) na przyszłość mojego sprzętu komputerowego, wykonałem płytkę drukowaną o wymiarach 35x67 mm do wariantu urządzenia współpracującego z pompką zasilaną napięciem +12(V). Wprawdzie jej zaprojektowanie jest łatwe, ale dla początkujących zamieszczam fotografię ścieżek. Natomiast usytuowanie elementów widać na fotografii gotowej płytki. Chociaż trochę obeznani w amatorskiej elektronice wykonają płytkę bez problemu. Niezbędną do tego wiedzę można znaleźć w sieci. Z tego co wiem, również na łamach "Dzikiego.net" pojawi się doskonały artykuł poświęcony elektronice. Zupełni nowicjusze muszą zwrócić się o pomoc do bardziej doświadczonych. Z drugiej strony, przy tak prostym układzie, jest okazja spróbować nauczyć się robić to samemu. Jak sie nie wywrócis, to się nie naucys... mawiał stary baca. I miał rację! Natomiast wybór przekaźnika zależy od aktualnych lub przyszłych mocy, które będzie dostarczał do maszyny. Aby uporządkować to zagadnienie, wykonałem małą płytkę drukowaną, na której umieściłem przekaźnik i elementy przeciwzakłóceniowe. Zwracam jednak uwagę, że każdy przewód mocy należy lutować w 2 miejscach: do punktu lutowniczego na płytce oraz bezpośrednio do nóżek przekaźnika. Jest to konieczne, ponieważ ścieżka obwodu drukowanego nie wytrzyma tak dużego prądu obciążenia. Problem nie dotyczy obwodu sterującego i wystarczy lutowanie do punktów lutowniczych na płytce. Całość bez problemu mieści się w listwie zasilającej.

[image]

Płytka drukowana czujnika - widok od strony druku

[image]

Płytka drukowana przekaźnika mocy - widok od strony druku

[image] [image]

Przekaźnik mocy

[image]

Płytka z przekaźnikiem mocy i układem przeciwzakłóceniowym

Bardziej zaawansowani w elektronice Czytelnicy mogą się pokusić o wykonanie automatycznego, sekwencyjnego załączania: najpierw układ chłodzący i dopiero po chwili komputer. Zrealizowane, oczywiście, jedynie przy pomocy firmowego przycisku "Włącz-Wyłącz" w komputerze. Wyłączanie w odwrotnej kolejności, po zamknięciu systemu operacyjnego. Wszystko to z wykorzystaniem opisanego rozwiązania i pod warunkiem, że nie wystąpiła sytuacja awaryjna (brak przepływu). Obecnie trzeba to robić ręcznie. Prawdę powiedziawszy, w zestawie WC użyteczne byłyby jeszcze czujniki temperatury oraz ilości cieczy chłodzącej. Ale to są historie z zupełnie innych bajek, które być może opowie ktoś inny...

Zakończenie

Czy urządzenie rzeczywiście daje gwarancję całkowitego bezpieczeństwa pracy układu WC? Teoretycznie - tak. Praktycznie - trzeba uczciwie powiedzieć, że prawie tak. Dlaczego!?! Bo nie istnieje niezawodna elektronika i mechanika! Bardzo dużo zależy też od jakości lutowania oraz użytych podzespołów. Staranne wykonanie części elektronicznej decyduje o niezawodności urządzenia. Układ mechaniczny czujnika jest tak prosty, że trudno sobie wyobrazić co może spowodować jego awarię (zakleszczenie klapki, która pozostałaby cały czas w pozycji wychylonej, pomimo braku przepływu) Również prawdopodobieństwo, że elektronika ulegnie uszkodzeniu w taki sposób, że zabezpieczenie całkowicie zawiedzie i komputer jednak się uruchomi lub nie zaprzestanie pracy przy braku przepływu cieczy w układzie WC, jest o wiele mniejsze niż prawdopodobieństwo wystąpienia fatalnej w skutkach awarii bez zastosowania opisanego powyżej czujnika. Aby do tego doszło, musiałby w obwodzie sterującym przekaźnikiem zawsze występować sygnał zezwalający na włączenie zasilania komputera. W praktyce jest to prawie wykluczone. Ale tylko prawie, które jednak robi różnicę... Jaką? Biorąc pod uwagę poziom niezawodności elementów współczesnej elektroniki oraz prostotę mechanizmu detekcyjnego, prawdopodobieństwo niekorzystnej awarii czujnika szacuję na 0,025 %. To oznacza potencjalną możliwość pojawienia się problemu raz na 4 000 uruchomień maszyny, czyli średnio (przyjmuję 1000 uruchomień rocznie) co 4 lata! Zaraz, zaraz - a czy w ogóle może mieć miejsce korzystna awaria?! Owszem - może! Wystąpi ona wtedy, gdy niezależnie od przyczyn, ale z winy czujnika, załączenie komputera stanie się niemożliwe. Ponieważ prawdopodobieństwa wystąpienia korzystnej i niekorzystnej awarii są równe, fakt ten poprawia bezpieczeństwo całości o 50%, bo tylko połowa z nich może grozić uszkodzeniem chłodzonych elementów.

URAN

Wyjaśnienie: od ponad roku nie pojawił się na łamach "Dzikie.net"felieton lub artykuł podpisany moją ksywą. Uznałem, że Czytelnikom należy się kilka (?) słów informacji co było (i jest) tego przyczyną.

Nie wszyscy Czytelnicy wiedzą, że byłem ponad 3 miesiące na L4 i przeszedłem poważną operację. Teoretycznie jestem zdrowy. Czy potwierdzi to praktyka - rozstrzygnie czas. Tego typu przejścia, zwłaszcza jeżeli już przekroczyło się smugę cienia (60), wywierają silny wpływ na ludzi. Skłaniają do refleksji, przemyśleń oraz weryfikacji pryncypiów. Życie dość brutalnie i niespodziewanie uświadomiło mi, że mam jeszcze parę o wiele ważniejszych do zrobienia spraw, niż pisanie felietonów i artykułów dla swojej i cudzej przyjemności. Całkiem zwyczajnie nie mam teraz na to czasu i ochoty. Nic nie trwa wiecznie i kiedyś trzeba powiedzieć - dosyć.

Obecnie, jak uzgodniłem z nowym Naczelnym, czasem jedynie skrobnę newsa lub komentarz, podrzucę jakiś niebanalny pomysł (chociaż te już zgłoszone i tak nie są realizowane), w miarę wiedzy podpowiem w sprawach technicznych, zrobię tłumaczenie z francuskiego, lub skoryguję gramatykę i ortografię (niestety, niestety!) w tekstach popełnionych przez redakcyjnych kolegów. Jednak już nie będę publikował obszerniejszych tekstów własnego autorstwa. Wyszukiwanie tematów i materiałów zabiera zbyt wiele czasu, którego i tak mi brakuje. Symboliczne wynagrodzenie za twórczość również nie było czynnikiem zbytnio motywującym. Ale to nie jego wysokość miała wpływ na moją decyzję o zaprzestaniu publikowania. Chyba nikt będący przy zdrowych zmysłach nie przypuszcza, że pisałem wyłącznie dla pieniędzy? Przecież byłoby ich za mało nawet na kieszonkowe dla nastolatka. Jak zwykle - chodzi o zasadę, a nie kilka złotych mniej czy więcej.

Jaką zasadę? Po wprowadzeniu nowego regulaminu wynagradzania autorów nie widziałem powodu aby zbierać materiały ilustracyjne do felietonów za friko. Obecnie premiowane są jedynie własnoręcznie wykonane fotografie. Nie kupię sobie cyfrówki za kilkaset złotych aby sprostać regulaminowym wymaganiom. Tym bardziej, że fotografia nie jest moją pasją. Bo niby co miałbym fotografować?! Ekran monitora z potrzebną do ilustracji felietonu grafiką?!

Nie mam pretensji o preferowanie fotografii w felietonach i recenzjach, bo przecież są one potrzebne. Ale tak samo potrzebne są różne grafiki. Natomiast opowieści o prawach autorskich do grafik publikowanych w sieci przez firmy, lub zamieszczane w różnych artykułach, z których czerpałem informacje, wkładam między bajki. Każdorazowo uzyskiwałem zgodę na publikowanie materiału, z którego obszerniej korzystałem. Czasami uzyskiwałem pozwolenie z zastrzeżeniem - na publikację fotki "X" nie wyrażam zgody. I to respektowałem! Lecz ogólnie dostępny jakiś wykres, statystyka, schemat blokowy lub plansza - wolne żarty! To dość swoiste podejście do sprawy - opublikować można, ale nie zapłacimy za stracony na wyszukiwanie materiału czas, bo nie masz praw autorskich do grafiki. Powiem szczerze - nie lubię jak się ze mnie robi idiotę. A może P.T. Czytelnicy znają kogoś, co to lubi?! Jakoś w to wątpię.

Szanownym Kolegom chyba coś się lekko po....ło! Tu pozostawiam decyzję Czytelnikowi. Proszę, według uznania, wstawić dowolny wyraz, który spełnia kryteria początkowych i końcowych liter. Najśmieszniejsze w tym jest, że mówimy o kwotach rzędu kilku złotych! Nawiasem mówiąc, problem ten do tej pory nie jest rozwiązany. Złośliwie dodam, że nie musi, bo nikt nie pisze artykułów z wykorzystaniem "cudzych" grafik. Pewnie bez powodu? Cóż - albo nie potrafi, albo nie chce częściowo robić za friko. W tym artykule jest kilka "obcych" grafik - trudno, moja strata! Ale przecież żyjemy w wolnym kraju. Każda decyzja niesie skutki. Nie ukrywam - wściekłem się. Po jakimś czasie może bym "odpuścił", lecz doszły sprawy z moim zdrowiem i to w aspekcie znacznie szerszym niż wspomniana już operacja. Jak mówią - starość nie radość, młodość nie wieczność... Jednak czarę goryczy przepełnił (uzasadniony - z mojego punktu widzenia) brak wiary w dynamiczny rozwój serwisu. Przez ostatnie dwa lata miało się dziać wiele rzeczy, ale niestety - wyszło jak zawsze. Z niejednym tematem i nie pierwszy już raz. Nie będę wymieniał. Po co? Zainteresowani dobrze wiedzą. Przyczyn takiego stanu rzeczy jest kilka i przy obecnym modelu funkcjonowania serwisu "Dzikie.net" pozostaną one bez zmian. I chyba nikt nie powie, że Pepe nie wykazał zaangażowania i nie poświęcił mnóstwa czasu w rozwój serwisu. Z całym szacunkiem i sympatią dla mkk270 - nowego Naczelnego - pewnie sporo usprawnisz (czego Ci życzę) i wprowadzisz trochę nowości, jednak amatorstwa (nie mam zamiaru nikogo urazić) z profesjonalizmem nie da się pogodzić. Sukcesy osiągnięte przez związanych z serwisem pasjonatów overclockingu, stanowią miły akcent, godny pochwały i podziwu, ale nie są w stanie zmienić obrazu całości. Swoistym kuriozum jest PTSC, która wreszcie (2 lata od pomysłu!) ujrzała światło dzienne, chociaż jej dalszy rozwój można skwitować dwoma słowami - totalna indolencja. Najgorsze, że wcale nie wynika to z czyjejkolwiek złej woli, lecz przyjętego systemu załatwiania spraw. Nadmiar demokracji jest szkodliwy. Project menager + pomysłodawca + kasa = prototyp w 4 miesiące. No, może w góra pół roku. Przynajmniej tak to działa w firmach prywatnych. Można też powybrzydzać na brak służbowej platformy do testowania sprzętu, dotrzymywanie terminów, zasoby finansowe i czas reakcji na pomysły redaktorów. Tylko co to zmieni? Serwisowi i bez tych problemów byłoby daleko do pierwszej ligi. A więc może, po prostu, ma być tak jak jest? Nawet domyślam się dlaczego i nie dziwi mnie to. Mówiąc szczerze, bardzo bym chciał tym razem się mylić. Ale na dzisiaj, ponieważ rozziew pomiędzy realiami i moimi oczekiwaniami jest zbyt duży, nie mogłem podjąć innej decyzji, jak zaprzestanie publikacji autorskich. C’est la vie... Niestety - chwilowo nic nie zapowiada poprawy sytuacji. Nawet członkowie Redakcji nie wywiązują się z przyjętych na siebie zobowiązań, co kiepsko wróży na przyszłość. Prawda jest brutalna, ale nikt z Redaktorów nie chce tego powiedzieć wprost. Skoro wywlekam różne sprawy kuchenne to powiem, że czas zaangażowanych hobbystów już minął. Liczy się kasa. Kto powie, że nie - zwyczajnie kłamie. Sława i chwała to jedno, a życie to drugie. Te pierwsze nie trwają zbyt długo i pozostaje tylko monotonia codziennych obowiązków. Bez motywacji zapał szybko gaśnie. Ostatnio nawet samego Naczelnego szarpią ambiwalentne uczucia. Trzeba więc zadać to samo pytanie, jakie padło w jednym z moich felietonów dotyczących przyszłości IT. Czyli: quo vadis, Dzikie? IMHO - jak zwykle są trzy możliwości: równia pochyła, z kątem spadku proporcjonalnym do stopnia zobojętnienia i wypalania się resztek chęci działania Redakcji, pełna komercjalizacja lub jakaś trzecia droga. Nie wiem jaka, ale życie czasami potrafi zaskoczyć czymś nowym i trudnym do przewidzenia. Lecz nie ja będę o tym decydował lub udzielał rad. Przecież portal ma właściciela, który chyba widzi co się dzieje lub przynajmniej powinien widzieć! A może nie chce widzieć, bo pasuje mu aktualny układ? Jednak coś z tym będzie musiał zrobić, bo nie da się dwa razy wejść do tej samej rzeki. Co zrobi? Nie wiem, ale sparafrazuję słowa kardynała Richelieu: uczyni to, co uczyni, a wszystko dla dobra serwisu. Byli Redaktorzy - lepsi lub gorsi, mniej lub bardziej zniechęceni do pracy, bez "Dzikie.net" niewątpliwie przeżyją. Jednak ta zależność nie działa w drugą stronę. Bez zaangażowanej w działanie Redakcji, "Dzikie.net" długo nie pożyje. Ale to już nie mój koń, nie mój wóz i nie moje siano...

Nie chcę jednak zostawić po sobie wrażenia obrażonego na serwis i świat redaktora, który zaprzestał publikować, bo mu Redakcja nie chciała wypłacić kilku PLN za jakieś ściągnięte z sieci tabelki, schematy blokowe lub wykresy. Prawda jest zupełnie inna. Praca dla serwisu dała mi sporo satysfakcji i autentycznej przyjemności, a reakcje Czytelników na napisane artykuły tylko to uczucie pogłębiały. Tego nie da się kupić, na to można tylko zapracować. Nawiązane znajomości i zawarte przyjaźnie też są rzeczą bezcenną. W co, mam nadzieję, nikt nie wątpi. Pisałem, bo wierzyłem w ewolucję serwisu i związane z nią możliwości. Niestety, wiara ta okazała się nieco na wyrost. Cóż, było - minęło. Natura nie znosi próżni. Dlatego mam nadzieję, że "Dzikie.net" przebrnie przez kryzys i przezwycięży problemy. Wtedy, lepiej lub gorzej, będą pisać inni! Recenzji, artykułów, sprawozdań nie zabraknie. A jeżeli czasami ktoś wspomni, że to co kiedyś pisał URAN miało zupełnie inny styl i formę, to będzie to dla mnie jeszcze jeden dowód, że czas poświęcony na pisanie artykułów dla "Dzikie.net" nie był czasem straconym.

Ten artykuł, o pozornie nietypowej dla mnie tematyce, (mało kto wie, że kiedyś byłem całkiem niezły w elektroniczne klocki) jest ostatnim artykułem autorskim, który pojawia się z moim podpisem na łamach "Dzikiego". Jednocześnie jest on dowodem, że prawie zawsze można znaleźć sensowne rozwiązanie problemów technicznych i osobistych. Mam nadzieję, że zostanie oceniony przychylnie. Nie dlatego, że jest ostatni, ale dlatego, że porusza i rozwiązuje ważny, zwłaszcza dla stosujących WC, problem techniczny. Bezpieczeństwa nigdy za wiele.

URAN

Z podziałem na strony
Cyborg     11-02-2007, 14:26
No tak - doczytałem już wszystko i dodać mogę, że jako profesjonalny Project Manager mogę się tylko zgodzić z reflekcjami URANA. Niestety nie można prowadzić projektu, jeżeli się nie wierzy w jego sukces. Ktoś odpowiedzialny przekazałby wtedy całe przedsięwzięcie osobie komuś innemu - może osobie z większym zaagażowaniem i ilością wolnego czasu i nie byłoby wogóle porblemów. Nie rozumiem tylko, jak nie można zrobić perełki z serwisu o tak dużej oglądalności? Nie jestem specem od IT, ale wg trzeba się wpakować w najbliższy pociąg do Warszawy/Krakowa itd. i męczyć działy handlowe wszystkich możliwych firm o sample, materiały, itd. itd. Przecież jak ktoś chce coś sprzedać, to to musi pokazać/zareklamować itd. Można kupić bilet na samolot i polecieć na targi - ktoś obrotny zrobi z tego super deal. Polska - 40000000 kraj w środku Europy - nad takim rynkiem nikt nie przejdzie obojętnie!!! Chyba, że idiota. Współpraca z hurtowniami w celu testowania nowości - czy to jest takie trudne do załatwienia? Nie sądzę. Tylko zwracajmy sprzęt właścicielom, żeby było wszystko fair. Chyba, że ten sprzęt rzeczywiście może zostać zlicytowany w celu zasilenia środków serwisu. Nowy wygląd strony - jest w necie w pierony różnego rodzaju serwisów wykonanych we flashu - ktoś powie - wodotryski. I co z tego? - we flashu można zrobić cuda. I można również wyważyć ilość wodotrysków tak, by nie raziły. Można się podpiąć pod e-sklepy i spróbować negocjować specjalne rabaty dla użytkowników serwisu, którzy się udzielają - chcesz kupić sprzęt po super cenie? Przetestuj go, napisz artykuł, zrób fotki, wykresy itd. - nie masz talentu? Pomożemy. Trzeba opracować jednolite procedury testowania sprzętu, by testy nie wyglądały jak felietony, tylko pozwalały czytelnikom na podejmowanie decyzji o zakupie lub nie. Można zrobić 1000000 rzeczy. Przecież nawet można ten cały wysiłek "wymienić" na jakąś pracę dyplomową jak ktoś ma takie doraźne potrzeby. Może ktoś dzięki temu dostanie możliwość pracy w firmie A czy B. Może wynająć gdzieś pomieszczenie i zacząć to wszystko wcielać w życie? I niestety na początek, na start, trzeba mieć trochę kasy, żeby nie musieć się martwić tym, co się będzie jadło. A może zaprosić do współpracy jakiegoś zawodowca z prasy nie tylko internetowej, może z "papierowej"? Natomiast prawdą uniwersalną jest, że jeżeli się nie ma czasu i chęci to nie warto nawet próbować. Potrzeba Wam MANAGERA z wizją. I zajebistej dozy zaangażowania.
mkk270     11-02-2007, 16:25
@cyborg - to wszystko to prawda, ale zapominasz o jenej rzeczy, największe polskie serwisy są w pełni komercyjne i solidnie płacą za pracę, można się normalnie utrzymać z pisania u nas kasy nie ma
Pepe2k     11-02-2007, 18:10
Tekst URANA bez ostatniej strony mialem okazje przeczytac juz wczesniej... moge jedynie gratulowac i zyczyc sukcesu w sprzedazy tego ustrojstwa! :) Sam pewnie nie kupie, bo od WC ucieklem ;-D

@Cyborg - swietnie, swietnie, na ekranie te slowa brzmia super! Ale zapominamy o jednym... w Dzikie.NET nie ma i nigdy nie bylo osoby, ktora:
a. nie pracuje i/lub
b. nie uczy sie
Wniosek: nikt nie traktuje serwis jako zrodlo utrzymania i nie zamierza za duzo w niego wkladac, bo nic z tego nie wyciagnie. A co do firm polskich i testow produktow... czas zejsc na ziemie! U nas tak nie jest jak piszesz, czasem doprosic sie o cos trwa i trwa... i trwa... i gowno :D
NE555     11-02-2007, 19:49
Pepe dobrze prawi. Jeszcze przyjdzie czas - opanowanie świata musi zaczekać.
Kretfr     11-02-2007, 20:22
@Uran: Będzie mi (nam) brakowało Ciebie i twojej twórczości ;)

Co do serwisu - polecam zacząć szukać młodych i zdolnych zapaleńców (nie, nie wilczurko-podobnych :) ). Nie muszą oni zaraz wymyślać niestworzonych projektów, ale wystarczyłoby im podesłać sprzęt do recenzji - niech coś naskrobią. Może wtedy dzikie zacznie stawać na nogi (czego serdecznie życzę) ;)

Pozdrawiam
Kretfr     11-02-2007, 20:48
Update po przeczytaniu 2 strony komentarzy:
Czy tak trudno dostać sprzęt do testów? Osobiście tego nie wiem, ale po moim naczelnym (pozdrawiam go ;) ) nie widać, żeby jakieś super - trudne problemy z tym były. Owszem, zdarzało się, że był kłopot z załatwieniem czegoś, ale są to raczej przypadki sporadyczne (mogę się mylić - po prostu tak to widzę z mojej strony ).
perzadam     12-02-2007, 19:29
Uran niech zdrowie będzie z tobą.


1
No tak a+b+c > potrzebny czas na serwis

c. życie prywatne po monitorem

2
Może na początek zwiększyć ilość wiadomości "linkować" / ~ podpatrywać, in4.pl ma zawsze coś ciekawego, kopalniawiedzy.pl, dobreprogramy.pl obowiązkowo maxior.pl / youtube / video.google.pl , może coś o motoryzacji czasem ;), wyniki lotka ;) + inne popularne wdg. statystyk dziedziny.

I trudności z uzyskiwaniem sprzętu przy większej oglądalności się zmniejszą ;}
ale to koliduje z pkt 1 ;]
perzadam     12-02-2007, 19:29
* c. poza monitorem ;)
Aby dodawać komentarze musisz być zalogowany